
Za mną 20. Półmaraton Warszawski. Jubileuszowa edycja, która pod względem organizacyjnym zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko – na pewno wyżej niż moja aktualna forma sportowa na początku sezonu 😉. Ale dla mnie taki bieg to coś więcej niż walka z czasem na stoperze. To okazja do tego, żeby doświadczyć tego, jak wygląda sponsoring w praktyce.
Biegnąc przez Warszawę, a potem krążąc po miasteczku biegacza, szukałem odpowiedzi na kluczowe pytanie: który ze sponsorów po prostu wywiesił logo, a kto faktycznie rozumie, jak budować biznes na emocjach fanów?
Oto moje (bardzo subiektywne!) podsumowanie tego, co wydarzyło się na Błoniach Narodowego i na ulicach stolicy.
MVP wydarzenia: Lubella (Grupa Maspex)




To jest case, który będę pokazywał jako przykład genialnego wykorzystania kontekstu. Umówmy się – makaron to produkt codzienny, prozaiczny, który nie kojarzy się naturalnie z bieganiem. Ale w kontekście biegów długodystansowych okazuje się paliwem rakietowym.
Lubella nie ograniczyła się do klasycznego pasta-party. Oni weszli w głąb customer journey biegacza.
- Ekspozycja i doświadczenie: świetne, jakościowe strefy na Expo (miejsce, gdzie odbierało się pakiety startowe) i w miasteczku biegacza przy Stadionie Narodowym. Tam się po prostu chciało być.
- Sampling, który pracuje: paczka makaronu w pakiecie startowym to mistrzostwo świata. Dlaczego? Bo większość gadżetów z pakietu to standard albo mała próbka, która ląduje w koszu albo na dnie szuflady. Makaron trafia do szafki w kuchni. Będzie tam leżał tydzień, dwa, może miesiąc. Za każdym razem, gdy biegacz go zobaczy, w jego głowie odpali się pozytywna kotwica związana z ukończonym półmaratonem.
- Lekcja: Relewantność produktu do potrzeb 10/10. Budowanie zapamiętywalności 11/10. Przez żołądek do lojalności klienta.
Lead Generation: NTFY (Nice To Fit You)

Tutaj widzieliśmy bardzo dojrzałe podejście do sponsoringu. Marka nie przyszła jedynie po „wizerunek” i sampling – przyszła po konkretne dane.
Ich strefa była estetyczna, ale przede wszystkim funkcjonalna biznesowo. Mechanizm: „Degustacja w zamian za zapis do newslettera” to podręcznikowe zbieranie First Party Data. W dobie, gdy pozyskanie kontaktu do klienta jest coraz droższe, NTFY zbudowało sobie bazę osób, które są w ich grupie docelowej (aktywni, dbający o dietę). Nie był to tylko koszt marketingowy, ale też budowanie lejka sprzedażowego.
Solidny standard: New Balance, Luxmed, Dr. Witt




Sponsor tytularny „Piątki”, sieć przychodni i dostawca izotoników zrobili to, co do nich należy. Byli tam, gdzie ich kategoria jest niezbędna.
- Dr. Witt zapewnił nawodnienie – w momencie kryzysu na 15. kilometrze ich logo staje się dla biegacza najważniejszym znakiem na świecie. Butelka na mecie towarzyszyła mi przez całą drogę do domu. To budowanie użyteczności marki.
- Luxmed był widoczny jako gwarant bezpieczeństwa. To solidna egzekucja, bez wielkich fajerwerków, ale z dużą dawką profesjonalizmu. W sponsoringu czasem „poprawność” na wysokim poziomie jest lepsza niż przekombinowana kreatywność.
Znak zapytania: Huawei
Tu mam największy niedosyt. Marka z takim potencjałem technologicznym i świetnymi produktami (smartwatche to przecież naturalny partner biegacza) mogła skraść show etapem specjalnym na trasie. Widoczność była poprawna, nagrody kuszące, ale mechanizm wyzwania na trasie był dla mnie i wielu osób wokół po prostu nieczytelny (choć może to nasza wina i efekt stresu przedbiegowego).
Jeśli biegacz w ferworze walki i stresie przedstartowym nie rozumie w 3 sekundy, jak może wygrać nagrodę, to marka traci szansę na zaangażowanie. Sponsoring to eliminowanie barier, a nie ich tworzenie.
Wartość dodana: Przestrzeń dla NGO
Bardzo doceniam włączenie trzeciego sektora przez organizatorów. Sponsoring to dziś także CSR i zaangażowanie społeczne, które przyciąga świadomych konsumentów. Na evencie byli obecni przedstawiciele różnych organizacji. Rak’n’Roll, PAH, DKMS i wielu innych, którzy mogli dotrzeć ze swoją misją do tysięcy osób.
Wnioski biznesowe dla Ciebie
W półmaratonie i biegu na piątkę wzięło udział około 30 000 biegaczy. W samym miasteczku biegacza było być może nawet dwa razy tyle. Łącznie z kibicami na trasie przez wydarzenie przewinęło się około 100 000 osób (dane organizatorów) . To target idealny: ludzie aktywni, ambitni i – patrząc na ceny pakietów czy sprzętu – raczej zasobni. Do tego bardzo mieszany jeśli chodzi o płeć – biegi uliczne to na pewno nie jest domena wyłącznie wysportowanych mężczyzn.
Główna lekcja z tej edycji? Przykład Lubelli udowadnia, że nie musisz produkować butów ani odżywek, żeby zawładnąć sercem biegacza. Liczy się pomysł na to, jak Twoja marka może realnie pomóc uczestnikowi w jego podróży. Wielkość logotypu na ściance ma drugorzędne znaczenie, jeśli nie masz pomysłu na to, co zrobisz dla tego człowieka na 18. kilometrze albo rano, dzień po biegu.
Czy ktoś z Was też tam był? Jakie aktywacje przykuły Waszą uwagę jako konsumentów, a jakie jako marketerów? Czy faktycznie to, co zobaczyliście na trasie, przełoży się na Wasze decyzje przy półce sklepowej?

Ech, na innym biegu, zagranicznym, widziałem straconą szansę innego producenta pasty.
Też dawali w pakiecie paczkę pasty. Chyba nawet wzmocnionej proteinowo.
Ach, jak to się prosiło o rozwinięcie! Niestety skończyło się na darmowej paczce w pakiecie.
Dziękuję Panie Tomaszu za ciekawe podsumowanie. Kolejne 😉
Panie Piotrze, dziękuję za komentarz! Pasta wzmocniona proteinowo brzmi jak sztos produkt na biegi. Ale jak tylko była wrzucona do pakietu, bez dodatkowego wzmocnienia jakąś komunikacją, to faktycznie stracona szansa.