Sponsoring: skalpel czy plaster na wyzwania biznesowe? [CZ.1]

Przygotowując długofalowe strategie marketingowe i coroczne brandplany, jako managerowie analizujemy dziesiątki różnych scenariuszy. Jednak niezależnie od branży, często na pewnym etapie planowania na stole pojawia się ta sama myśl: „A może wejdziemy w sponsoring?”.

I wiesz co? To może być absolutnie genialny krok.

Ale jest w tym pewien haczyk: sponsoring zadziała tylko wtedy, gdy chcesz rozwiązać nim właściwy problem. Niestety nierzadko zdarza się, że traktowany jest jak plaster – szybki sposób na „pokazanie się” czy próbę zaklejenia dziur w kulejącej rozpoznawalności i wizerunku marki.

Skuteczny sponsoring to skalpel. To precyzyjne narzędzie chirurgiczne, którym możesz wyciąć kawałek rynku dla siebie, dotrzeć do niedostępnej wcześniej grupy docelowej lub radykalnie zmienić postrzeganie brandu. Pod jednym warunkiem: że wiesz, co chcesz operować.

Diagnoza przed zabiegiem

Zanim wydasz choćby złotówkę na sponsoring, musisz odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań:

  • Co jest dzisiaj moim największym wyzwaniem biznesowym?
  • Który parametr marki chcę realnie przesunąć? Czy to świadomość w szerokiej grupie, czy może budowanie preferencji wśród konkretnej niszy?
  • Do kogo właściwie mówię? Czy walczę o serca milionów konsumentów, czy o uwagę kilkudziesięciu kluczowych partnerów handlowych w loży VIP?
  • A może w ogóle nie chodzi o produkt? Może Twoim problemem jest wizerunek pracodawcy i walka o talenty, a nie rotacja towaru na półce? A może to kwestia z obszaru public affairs?
  • Czy chcę otwierać portfele klientów, czy raczej drzwi do gabinetów, które do tej pory były zamknięte?

Sponsoring nie jest strategią samą w sobie. Może być jej turbodoładowaniem. Jeśli jednak próbujesz rozwiązać niewłaściwy problem, sponsoring tylko szybciej dowiezie Cię do porażki. Jeśli natomiast precyzyjnie zdefiniujesz „po co to robisz”, narzędzie to potrafi zdziałać cuda, których nie osiągniesz klasyczną kampanią 30-sekundowych spotów.

W pierwszej części artykułu skupię się na wyzwaniach biznesowych, z którymi sponsoring radzi sobie skuteczniej niż tradycyjna kampania w mediach. W drugiej części [TUTAJ] przeczytasz o sytuacjach, w których lepiej ze sponsoringu zrezygnować.

Zacznijmy od sytuacji, w których sponsoring będzie idealnym narzędziem.

#1: Trudności z wyróżnieniem produktu

Masz świetny produkt, ale konkurencja też go ma. Na półce sklepowej czy w ofercie banku różnice często się zacierają. Walka ceną to droga donikąd – zawsze znajdzie się ktoś tańszy.

Sponsoring pozwala Ci na zapożyczenie wizerunku. Przejmujesz atrybuty partnera, których nie da się wytworzyć w fabryce. Szybkość F1, dramaturgia piłki nożnej czy kreatywność festiwalu muzycznego stają się cechami Twojego produktu. Wyróżniasz się emocjami, a nie tylko tabelką ze składem.

Z polskiego podwórka: branża piwna

W branży piwnej widać to jak na dłoni. Dla przeciętnego konsumenta smak jasnego lagera jest bardzo zbliżony. Jak więc wygrać półkę? Marki piwne od lat kupują wyróżnialność m.in. właśnie przez sponsoring. Tyskie czy Warka budowały swoje DNA na emocjach Reprezentacji Narodowej w piłce nożnej. Heineken, Lech czy Żywiec zawłaszczyły dla siebie największe festiwale muzyczne. Królewskie i Bosman zbudowały potężną lojalność wokół lokalnych klubów piłkarskich, a Harnaś poszedł w zupełnie inną stronę – wspierając nigdyś jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej. W każdym z tych przypadków sponsoring nie był tylko „logotypem na bandzie”. Był strategicznym paliwem do budowy unikalnego wizerunku i silnikiem napędowym dla setek promocji konsumenckich w sklepach.

#2: problem ślepoty reklamowej i mentalny adblock

Jesteśmy przeładowani. Banery blokujemy, a reklamy w TV traktujemy jako moment na zrobienie herbaty. Tradycyjne dotarcie staje się coraz droższe i mniej skuteczne. Walczymy o ułamki sekund uwagi w świecie, który nauczył się nas skutecznie wyciszać.

W sponsoringu marka nie musi być intruzem. Tu zachodzi kluczowa zmiana ról: z nachalnego sprzedawcy stajesz się mecenasem. Wchodzisz w sferę hobby konsumenta na jego zasadach. Zamiast przerywać mu film, stajesz się częścią widowiska, które on kocha. Budujesz relację w momencie, gdy odbiorca jest w szczytowej formie emocjonalnej – gdy cieszy się z gola lub śpiewa pod sceną.

Z polskiego podwórka: festiwale muzyczne

Wybierz się na duży festiwal muzyczny i porozmawiaj z fanami. Oni nie narzekają na obecność marek. Wręcz przeciwnie – szukają stref sponsorskich, bo te dają im realną wartość: ciekawego DJa, festiwalowe gadżety, pelerynę przeciwdeszczową, darmowe Wi-Fi, miejsce do naładowania telefonu czy leżak na chwilę odpoczynku w cieniu. W takim kontekście logo na ścianie stoiska przestaje być reklamą, a staje się symbolem pomocy. Konsument patrzy na markę z wdzięcznością, a to emocja, której nie kupisz żadnym zasięgiem w telewizji.

#3: Deficyt zaufania do marki

Jesteś nową marką, rynkowym „no-name’em”? Klienci boją się zaryzykować zakup u kogoś, kogo nie znają. Sponsoring działa tu jak transfer wiarygodności. Partnerstwo z instytucją zaufania publicznego – związkiem sportowym, reprezentacją czy kultowym festiwalem – to Twój certyfikat jakości. Mechanizm jest prosty: „Skoro organizatorzy tak wielkiego wydarzenia im zaufali, to znaczy, że to poważna firma”.

Z polskiego podwórka: Cinkciarz.pl

Idealnym przykładem jest polski Cinkciarz.pl. Zaczynając ekspansję, musieli walczyć z łatką niepoważnego kantoru internetowego. Kontrakt z Chicago Bulls czy Reprezentacją Polski, był jasnym sygnałem: „Partnerujemy gigantom, Twoje pieniądze są u nas bezpieczne”. Sponsoring pomógł zbudować ich potęgę, ale pamiętaj: to akcelerator, a nie polisa ubezpieczeniowa. Gdy firmą zainteresowała się KNF, nawet logo Bullsów nie pomogło.

#4: potrzeba budowy zaufania w lokalnej społeczności

Sytuacja podobna do tej z punktu #3, ale z inaczej rozłożonymi akcentami. Wchodzisz na nowy rynek i jesteś tam obcy. Sponsoring pozwala Ci kupić rozpoznawalność i akceptację lokalnej społeczności. Wspierając to, co oni kochają (miejski klub, lokalne święto), przestajesz być anonimową korporacją. Stajesz się sąsiadem, który pomaga. To drastycznie skraca czas potrzebny na polubienie marki.

Z polskiego podwórka: ekspansja zagraniczna InPost.

Spójrz na strategię InPostu. Jako polski gracz podbijający Europę, musieli szybko zbudować zaufanie w Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii. Zostali partnerem Newcastle United, Tour de France oraz Atletico Madryt. Wchodząc w struktury narodowych świętości, wysłali sygnał: „Jesteśmy tu na poważnie, rozumiemy waszą kulturę”. Dzięki temu szybciej przestaną być tylko zagraniczną firmą od paczkomatów.

#5: Brak ciekawego kontentu reklamowego

„Nie mamy o czym pisać w mediach społecznościowych poza produktem” – to ból wielu marketerów. Sponsoring rozwiązuje ten problem, stając się kopalnią emocji, historii i kulis. Twoja marka staje się wydawcą pasjonujących treści, a algorytmy kochają sport czy muzykę znacznie bardziej niż zdjęcia opakowań produktów.

Z polskiego podwórka: kabanosy Tarczyński.

Przykład marki Tarczyński pokazuje, jak kabanosy mogą stać się marką lifestylową. Reprezentacja Polski dała im zasięgi i kulisy wielkiej piłki, ale na tym nie poprzestali. Wchodząc w futbol amerykański (Panthers Wrocław) czy ekstremalne biegi z przeszkodami (Runmageddon), zbudowali prawdziwą fabrykę różnorodnego contentu. Zdjęcia ubłoconych, zmęczonych zawodników czy dynamiczne wideo ze zderzeń na boisku dały im paliwo komunikacyjne, którego próżno szukać gdzie indziej.

#6: Potrzeba budowania silnych relacji B2B

W kontaktach B2B największym wyzwaniem często nie jest samo pozyskanie klienta, ale utrzymanie i pogłębienie relacji z już istniejącymi, kluczowymi partnerami. Gdy tradycyjne spotkania statusowe i renegocjacje kontraktów w biurze stają się rutyną, do gry mogą wejść możliwości dostępne dzięki sponsoringowi. I nie chodzi tu o wykręcanie zasięgów czy logotypy na koszulkach – te schodzą na dalszy plan. Choć pamiętajmy, że nasi partnerzy biznesowi to też zwykli ludzie: mają swoje pasje i często ogromną słabość do konkretnych drużyn, eventów czy sportowców.

Najważniejszą wartością sponsoringu jest tu jednak okazja do budowania relacji w innej przestrzeni niż sterylna sala konferencyjna w biurze czy chłodne spotkanie na Teams. Kluczem są możliwości hospitality. To całe spektrum narzędzi: od zaproszeń do stref VIP czy dedykowanych lóż z wykwintnym cateringiem, po wyjazdy zagraniczne na topowe wydarzenia. Prawdziwą różnicę robią jednak świadczenia typu „money can’t buy” – absolutnie niedostępne w wolnej sprzedaży. Oglądanie rozgrzewki piłkarzy z poziomu murawy czy udział w akcji typu team greeter (witanie zawodników w tunelu) to doświadczenia, które przenoszą relację z poziomu „dostawca-kupiec” na inny poziom

Z polskiego podwórka

Niezależnie od tego, czy mówimy o FMCG, branży budowlanej, IT czy logistyce, mechanizm jest ten sam. Wspólny wyjazd na Mistrzostwa Świata czy koszulka z autografem ulubionego piłkarza, zorganizowana dla syna prezesa kluczowego kontrahenta, potrafią budować klimat do dobrej współpracy na lata. 

#7: walka o talenty oraz budowa morale

Rynek pracownika bywa bezlitosny, a standardowe pakiety benefitów („owocowe czwartki” czy karty na siłownię) przestały robić na kimkolwiek wrażenie. To już higiena pracy, a nie realna karta przetargowa. Ludzie chcą pracować w firmach, z których są dumni i które budzą emocje.

Sponsoring działa tu jak potężny magnes i spoiwo organizacyjne. Pakiety biletowe dla załogi, wspólne starty w maratonach czy wewnętrzny wolontariat przy wielkich eventach budują kulturę firmy znacznie skuteczniej niż sztuczne wyjazdy integracyjne w hotelach. Wspólne kibicowanie lub praca przy projekcie sponsoringowym rozbija korporacyjne silosy – dyrektor z działu finansów i stażysta z marketingu nagle stają w jednym rzędzie, ramię w ramię. Co więcej, pracownicy stają się autentycznymi ambasadorami marki, dumnie chwaląc się w mediach społecznościowych: „Patrzcie, to moja firma!”.

Z polskiego podwórka: PKO BP i bieganie

PKO Bank Polski zdominował sponsoring biegów masowych nie tylko dla logotypów na banerach. Wewnątrz organizacji to ciekawe narzędzie HR. Program „PKO Biegajmy Razem” angażuje wielu pracowników w całej Polsce, którzy wspólnie trenują, organizują się i startują w barwach firmy. Sponsoring stał się pretekstem do integracji na dużą skalę, dbania o zdrowie załogi i wspólnego celu. To buduje więź z pracodawcą i lojalność, której koszt pozyskania w standardowych procesach HR byłby zapewne wiele wyższy.

#8: Public affairs i wyzwania z decydentami

Czasami sponsoring nie ma nic wspólnego z produktem, a wszystko z korporacyjnym zarządzaniem ryzykiem. Działasz w branży, która uchodzi za kontrowersyjną? A może Twój zakład produkcyjny generuje uciążliwy hałas i ruch ciężarówek w regionie?

Sponsoring służy tu jako tarcza ochronna i narzędzie miękkiego lobbingu. Na poziomie lokalnym buduje lepsze warunki do funkcjonowania – wspierając lokalną dumę, możesz zgasić w zarodku potencjalne napięcia społeczne i zjednujesz sobie lokalnych decydentów. Na poziomie makro, sponsoring narodowych świętości sprawia, że Twoja firma staje się dla państwa i prawodawców partnerem, którego interesów należy wysłuchać.

Z polskiego podwórka: wielki przemysł i bukmacherka

Spójrzmy na dwa poziomy tej gry. Poziom lokalny to na przykład wielki przemysł. KGHM (Zagłębie Lubin), Grupa Azoty (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Chemik Police) czy PKN Orlen (Wisła Płock). Te zakłady generują uciążliwości dla regionu, ale dzięki potężnym inwestycjom w ukochane przez mieszkańców kluby sportowe, budują sobie parasol ochronny i przychylność samorządów.

Z kolei poziom makro to branża bukmacherska. Firmy te działają w wysoce regulowanym, wrażliwym sektorze. Stając się istotnymi płatnikami polskiego sportu (od klubów po Reprezentację), zbudowały potężny lewar lobbingowy. Kiedy w przestrzeni politycznej pojawiają się pomysły zaostrzenia ustawy hazardowej, w obronie bukmacherów staje cały sektor sportowy, ligi i związki, argumentując, że uderzenie w tę branżę to odcięcie tlenu dla polskiego sportu. To podręcznikowy przykład, jak sponsoring chroni rdzeń biznesu przed decyzjami politycznymi.

W kolejnym artykule przyjrzymy się drugiej stronie medalu: kiedy sponsoring jest tylko plastrem, który marnuje Twój budżet. Kliknij TUTAJ i zapoznaj się z artykułem.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry